Jakby mi ktoś powiedział pół roku temu, że wszyscy z nas to biegacze to bym go wyśmiał.
Od czasów liceum nie przepadałem za bieganiem. W czasach podstawówki graliśmy w piłkę namiętnie i wtedy pamiętam jeszcze biegałem. Później było coraz gorzej.
Aż do momentu kiedy przestałem podbiegać do autobusu, bo “i tak nie zdążę”, “nie dam rady”, “przecież nie muszę się śpieszyć”.
Jakie było moje zdziwienie kiedy przeczytałem, że od tysiącleci ludzie (tak, ja i Ty) jesteśmy stworzeni do biegów. I to nie byle jakich, nie chodzi o kilka minut biegania, tylko o bieganiu przez cały dzień. O pokonywaniu setek kilometrów!
Tak, są ludzie którzy tyle biegają i nie są to mutanci, czy garstka wyjątków potwierdzających normę. Jest ich wielu. Kiedyś biegaliśmy wszyscy, dlatego zresztą udało nam się przetrwać (jako gatunkowi) i zdominować tą planetę.
Nie ma innego zwierzęcia na świecie, które potrafi tak biegać. Nie szybko, lecz wytrwale.
Nie biegałem, ponieważ nie potrafiłem tego robić – zawsze dłuższy bieg powodował u mnie bóle pleców, nóg. Było to zniechęcające.
Okazuje się, że łatwo to naprawić – wystarczą proste ćwiczenia, odpowiednie buty (twarde, bez amortyzacji) i trochę wiedzy.
I zaczynam biegać!
Sprawia mi to coraz większą radość. To nie jest jeszcze miłość. Jeszcze czasami czuję dyskomfort ale pracuję nad tym wzmacniając mięśnie i widzę postępy.
PS
Dzięki R za książkę i motywację.